wojna

jesteśmy
BUEueueueuAaAAA
he-hu
he-hu
he-hu
(ryk zapomnienia i cielęcy skowyt
odgłos zamkniętych życzeń w potrzasku
bryźnięcie śliny co w niej są marzenia
głośny pisk w uszach gdy głowa boli od wrzasku
dyszenie kleiste srogie matactwo
ostatnie tchnienie najlepszych myśli
NADZIEJA ULATUJĄCA
NIEOKIEŁZNANIE
ROBAKI SPADAJĄCE Z JESIENNYCH LIŚCI

WOJNA
WOJNA
WOJNA
WOJNA DOMOWA CHOCIAŻ NIE MAMY DOMÓW)

tabliczka na wejściu

jesteśmy
ZMUTOWANE PATOLOGICZNIE PĘDRAKI
wszyscy jesteśmy
wrzuceni w świadomość nieokiełznaną
straszymy dzieci

krążymy w naroślach
przekonania nam gwałcą
niewierni

wypadałoby stwierdzić
PROSIMY UWAŻAĆ
ale nikt tego nie zrobi bo nie widzi w nas bestii

PRETENSJONALNE GNIDY
odważę się kiedyś wezmę tabliczkę napiszę
zamiast krwi w żyłach pulsuje nienawiść
zamiast serca toczą ją ciernie przez żyły

testament

byłem strachem dla bliskich
byłem chwilą wytchnienia
gdy zasypiałem na ławce
na parkingu ambicji

nie miałem nic do oclenia
w bańkach mydlanych
widziałem odbicie myśli
gdy siedziałem przy kawce

lubiłem ich robić jak chciałem
taka prawda
rozdzierałem im gardziele
wysysałem serca

siedziałem w izolatce
lubiłem się ukrywać
czułem takie natężenie
że pękały żebra

trochę szkoda
że tak się to
uryw

list niemiłosny

cześć

wiem że jesteś dawno już zdrowa
stwierdziłem ze piszę no bo to sprawdzam
mnie wciąż tak samo czasem boli knaga
fajnie by było gdybyś też tak miała

co ty kurwa nigdy mnie nie kochałaś
jak śmiesz dziwko iść mi w zaparte
przepraszam żartuję pokłony ci składam
nie sprawiaj żeby to było na marne
nie sprawiaj żeby to było na marne
nie sprawiaj żeby to było na marne

chciałem ci powiedzieć że ciągle coś czuję
brat mi powiedział że to dobrze być szczerym
więc pokochaj mnie znowu a nie pożałujesz
spomiędzy dwóch chmur urwę ci gwiazdy cztery
na krzyż

przecież kurwa mówiłem że żarty
nie uciekaj ze mną znajdziesz się w niebie
chciałem ci tylko powiedzieć kochanie
że wciąż kiedy walę to walę do ciebie
że wciąż kiedy walę to walę do ciebie
że wciąż kiedy walę to walę do ciebie

w domu

wycieczek po narząd miałem już parę
mlaskały kości
usta się rwały czyli
dzisiaj nie będzie krwiaka

a jednak gdzieś był
pod powierzchnią schowany
w imię ojca syna i ducha
tam żył i czekał
na zmiany

wycieczki się udały
wyciągnąłem z wnętrza narząd
i sercem stuknąłem
a gdy to nie pomogło
tuliłem w ramionach szeptałem

giń
      wą
          tro
              bo
giń

oświadczenie

prędzej szczeznę niż
dam zmarnować potencjał pod palcem
już śmierć mi lepsza niż
rytm który mam nim wybijać
wolę stuknąć gdy zechcę niż
robić to zawsze
pod moje dyktando niż
drze się niech spływa

w odmęty gówna które spijałem
jak widać wyrosłem
a ty się zastanów

pętla

jestem w pętli
dopóki nie wyrwę się
szyja nie znajdzie ratunku

krtań nie poczuje drgań ciszy w oddali

tchawica nie zwinie się w supeł zasuszy

gęsiej skóry nie zgładzą te jebane włókna

trzeba by skoczyć i krzyknąć ostatni
ale się składa że
nie mam na to odwagi