testament

byłem strachem dla bliskich
byłem chwilą wytchnienia
gdy zasypiałem na ławce
na parkingu ambicji

nie miałem nic do oclenia
w bańkach mydlanych
widziałem odbicie myśli
gdy siedziałem przy kawce

lubiłem ich robić jak chciałem
taka prawda
rozdzierałem im gardziele
wysysałem serca

siedziałem w izolatce
lubiłem się ukrywać
czułem takie natężenie
że pękały żebra

trochę szkoda
że tak się to
uryw

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *