Żeby mieć dobry spacer, musisz spełnić parę warunków. Przede wszystkim zwróć uwagę na warunki środowiskowe. Wychodź tylko po północy. Niech niebo będzie gwiaździste, lub niech światło księżyca przedziera się ledwo przez rozrzedzone chmury. W drugim przypadku musi również padać, a w obu mocno wiać. Zadbaj o trasę swojego idealnego spaceru. Najlepiej chodzi się po ciemnych lasach, opuszczonych uliczkach, podmiejskich slumsach i parkach przepełnionych ćpunami. Takie miejsca wzmagają kreatywność, pozwalają uciszyć myśli i odetchnąć pełnym płucem (o ile trzymasz się z dala od przechodniów). Tak naprawdę unikaj chodników – drałuj w błocie po kostki albo w kałużach na środku zapomnianej drogi – jak prawdziwy artysta. Co jakiś czas rozpościeraj ramiona i obróć się parę razy wokół własnej osi – żeby odwirować humor, oczywiście. Lista miejsc, w które powinieneś się wybrać nie kończy się jednak na wspomnianych wcześniej industrialnych smakołykach – powoli dochodzimy do emocji. Emocje podczas spaceru muszą być negatywne, przejdź się więc w miejsca, które kojarzą ci się z porażką. Dziewczyna cię zostawiła? Oblałeś egzamin? Wyrzucili cię z pracy? Wyśmienicie! W ogóle najlepiej, żeby twoja rodzina była martwa, ba – żebyś sam ją zabił. Wtedy właśnie docenisz piękno nocnego spaceru w pełnej krasie. Musisz czuć się tak źle, jak to tylko możliwe, tak winny, jak to tylko możliwe. Musisz łkać po cichu mijając symbole przeszłości. Wróć znowu do lasu, który zresztą też z pewnością wiąże się z wspomnieniami i wrzeszcz, dopóki nie pozbawisz się kurwa krtani. Następnie się rozpłacz, usiądź na brudnej ziemi, wyjmij czystego fajka i sobie zapal. Po dziesięciu minutach wpatrywania się w rozmyte gwiazdy możesz wracać do domu.
Podsumowując: w prawdziwie artystycznym spacerze chodzi o to, żeby możliwie najmocniej się zdołować. Więc bądź masochistą i idź. Może nawet uda ci się napisać małą miniaturę, gdy skończysz.
Ty pieprzony idioto.