Moja działka

Niech mnie ktoś w końcu odstrzeli
Niech mnie ktoś w końcu zabije
Skażony szlam płynie mi w żyłach
Niech opuści gwałtownie tętnice

DNA nie rozpieszcza
Więc po co się wściekać
Niech ktoś mnie w końcu zabije

Rozmiar dłoni, zakola
Czynią ze mnie potwora
Niech ktoś w końcu rozpruje mi szyję

Niech ktoś mnie w końcu wyzwoli od
ostrych jak brzytwa spojrzeń
i palców

To marzenie moje
Tych wszystkich spojrzeń
I podobnych mi w doli skazańców

Jestem parszywym owocem
Czasów naszych
Tlenionych bogów
Kąpiących się w mojej rozpaczy

Dojrzewanym latami zaniedbań
Jestem gotowa się zerwać
Przecież gdy się rozprysnę
Miąższ ze mnie tryśnie niebieski
To oczywiste

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *