nie wyjdziemy dziś z łóżka

uda oklejają się na mojej krtani
ah
uda
widzę światełko
w oddali

bulgotanie w brzuchach
bańki enzymów
(rozkładające polipeptydy)
akurat teraz
wybuchają w rytm tanga

mechaniczny wydech
wyciśnięty przez dłonie
oplatające szyję

skrzypienie stawów
gdy się je wygina w nienaturalnych pozycjach
tak naprawdę wszyscy chcemy być
huntingtonami

brunatniejące siniaki
ja ci pokażę
późniejkrwiaki
corazwięcejkrwiakówkrwiaki
pękniętewargi
ściśniętepięści
wszystkoszeleści
wszystkosięwali
rozc
ięteto
rsywylewająsi
ęflakiwybiteoczy
krw
aweł
zyspe
rmąoc
iekający
podołek
sam
ategoch
ciała
ała
ała
ała
aaa
ś

wojna

jesteśmy
BUEueueueuAaAAA
he-hu
he-hu
he-hu
(ryk zapomnienia i cielęcy skowyt
odgłos zamkniętych życzeń w potrzasku
bryźnięcie śliny co w niej są marzenia
głośny pisk w uszach gdy głowa boli od wrzasku
dyszenie kleiste srogie matactwo
ostatnie tchnienie najlepszych myśli
NADZIEJA ULATUJĄCA
NIEOKIEŁZNANIE
ROBAKI SPADAJĄCE Z JESIENNYCH LIŚCI

WOJNA
WOJNA
WOJNA
WOJNA DOMOWA CHOCIAŻ NIE MAMY DOMÓW)

tabliczka na wejściu

jesteśmy
ZMUTOWANE PATOLOGICZNIE PĘDRAKI
wszyscy jesteśmy
wrzuceni w świadomość nieokiełznaną
straszymy dzieci

krążymy w naroślach
przekonania nam gwałcą
niewierni

wypadałoby stwierdzić
PROSIMY UWAŻAĆ
ale nikt tego nie zrobi bo nie widzi w nas bestii

PRETENSJONALNE GNIDY
odważę się kiedyś wezmę tabliczkę napiszę
zamiast krwi w żyłach pulsuje nienawiść
zamiast serca toczą ją ciernie przez żyły

testament

byłem strachem dla bliskich
byłem chwilą wytchnienia
gdy zasypiałem na ławce
na parkingu ambicji

nie miałem nic do oclenia
w bańkach mydlanych
widziałem odbicie myśli
gdy siedziałem przy kawce

lubiłem ich robić jak chciałem
taka prawda
rozdzierałem im gardziele
wysysałem serca

siedziałem w izolatce
lubiłem się ukrywać
czułem takie natężenie
że pękały żebra

trochę szkoda
że tak się to
uryw