o chaosie idei
i wszystkie duchy święte nad kołatką
łączcie się
o człowieczy pędzie po popęd w nieznane
i wszystkie rude pięknotki
łączcie się
o miłości co spaja jak gówno ze śliną
i wszystkie błahostki których chciwość kąsa
łączcie się
o bando znaczków świadczących o życiu
i wszystkie przedwczesne wypryski myśli
łączcie się
wy co w umyśle stoicie na warcie
spójrzcie na mnie
i znów
nacierajcie
I wreszcie tu jestem. Gdzieś na szarym końcu tej spirali. Nie lubię poezji, stało się dość paradoksalnie.
Ale mi się podoba, i do tego trochę się dziwię, że jestem tu sama. Spodziewałam się oszołomów, peanów lizustwa, ale nie.
Może po prostu nie umieją polskiego, nie rozumieją, nie chcą. Napisz, jak wydasz tomik.