byli
miałem raz byłą
też jestem były
wszyscy jesteśmy
mamy coś za uszami
wytykają nas dzieci
wszyscy byli
wszyscy
tacy
sami
superpozycja
oświetlona blaskiem porannego słońca
książka zrzucona niedbale ze stołu
opowiada zupełnie inną historię
jak gdyby się zbierała do lotu
powietrze upstrzone gwiazdeczkami kurzu
dające się ponieść wirującym dymom
leniwie opada jak gdyby pomóc chciało
skrywanym w dwutlenkach chwilom
firanka wezbrana powiewem jutra
faluje malując na ścianach cienie
by po chwili się uspokoić jak gdyby
po sztormie przyszło ukojenie
za oknem świat nabiera kolorów
lecz słychać tutaj jeszcze tylko ptaki
a pokój tkwi w tym wiecznym bezruchu
jak gdyby zostawił poszlaki
romeo & julia
lol
oh
ah
powiedziała sztunia
yh
eh
wow
powiedziałem ja
stara polska
romantyzm się kończy gdy nie ma co włożyć w naparstek
jak to widmo po zmroku
nocnych linii
weteran
wojny o każdy ostatni
okruszek chleba
z tirówką za pelerynę
przenikliwym spojrzeniem
za wierszem
a gdy wyjdzie zostaje tylko
ciche stuknięcie butelek
suchy szelest wiatrówki
blady obłoczek pary
i lepki wstyd namacalny jak
ciernie
Zabezpieczone: Inni ludzie. 1
dinozaury
może nam zapalcie choć świeczkę na grobie
nam wężykom myśli
nam filohistoriom
nam wzrokom którym nie wystarczą gwiazdy
nam czaszkom w futrynach już nie tylko prawdy
nam ozorom prześmiewczym tnącym jak brzytwy
nam błędnym logikom ukrytym pośród myśli
nam czyli
wszystkim uwięzionym w klatkach dinozaurom
może zapalcie choć świeczkę na grobie
w umyśle
o chaosie idei
i wszystkie duchy święte nad kołatką
łączcie się
o człowieczy pędzie po popęd w nieznane
i wszystkie rude pięknotki
łączcie się
o miłości co spaja jak gówno ze śliną
i wszystkie błahostki których chciwość kąsa
łączcie się
o bando znaczków świadczących o życiu
i wszystkie przedwczesne wypryski myśli
łączcie się
wy co w umyśle stoicie na warcie
spójrzcie na mnie
i znów
nacierajcie
XXI
zazimnił się ulic takzłomny wychodek
pępowinieję na skraju z nim w niechęć
do sprutych wygrobli, do świętych pandorek
i całą przemieniam dysznie w morfibreję
wyssały się w piększości ekstrawaginy
podbłyskiem nadwyraz wciąż kradnąc soczyście
nie będzie poezji tej czczej chlapaniny
wszechseks u podstaw – to hymn wyszlicy
Ul
twarze białe
widać kości policzkowe
piszczele podrygują
neurony w mózgu
rozświetlają się szybko
by wygasać powoli
obłoki myśli
sączone z pustych głów
skraplają się
w kieliszkach
widzę ściany
gdy warczą
widzę podłogę
gdy tupie
popis głupoty
potem jej upadek
i pogrzeb
widzę biedne powietrze
zgniecione zamglone
nasączone tanią wodą kolońską
i feromonami
a w ulu widzę
pszczoły
czytaj:
niezły burdel