Wolność

Czasami, kiedy idę do śmietnika, oczyszczam jakiś sektor umysłu i wpuszczam do niego jedno słowo, żeby w tym miejscu rozbrzmiało i poodbijało się echem po ściankach. Łapię oczywiście tylko metafizyczne, bo kolokwialne są płaskie i w mojej przestrzeni gubią się.
Przyjemne jest to, jak te słowa wpadają. Obok śmietnika mam salon Playa, a w nim designerską typografię o wolności abonenta od wszelkich opłat. Więc złapałem wolność. Ten frazes wtargnął niezapowiedzianie do zmęczonego umysłu i od razu przejął kontrolę. Zaczął równać w dół. Stał się antonimem dla samego siebie. Echo układało się w myśli o ostatnich sfałszowanych wyborach, o pozornych wartościach, o ludziach, dla których, zamiast stalowych krat, świat ma pracę w korporacji i kredyt. Bo wolność to szczęście zupełnie egotyczne, a prawie nikt już tego nie widzi.
Powoli dochodziłem do śmietnika, a po drodze mijałem ludzi, a każdy z nich jak pionek na szachownicy. Rusza się tylko tam, gdzie wolno. Tylko wtedy, kiedy wolno. Pionek, który nie zdaje sobie sprawy z tego, że wolność zabiera mu właśnie ten piejący Play. Pionek, który za chwilę wtarga te siaty do domu, skrzywi się na żonę, która znów ma gazy, zignoruje dzieci tak, jak one ignorują jego. Wyjmie wódkę z lodówki i ucieknie do swojej własnej wolności.
Myślałem o tym dość długo i kiedy tak szedłem, złapałem jeszcze nienawiść. Słowo sączyło się leniwie do mózgu, wypełniając przestrzeń i pohukując cicho.

superpozycja

oświetlona blaskiem porannego słońca
książka zrzucona niedbale ze stołu
opowiada zupełnie inną historię
jak gdyby się zbierała do lotu

powietrze upstrzone gwiazdeczkami kurzu
dające się ponieść wirującym dymom
leniwie opada jak gdyby pomóc chciało
skrywanym w dwutlenkach chwilom

firanka wezbrana powiewem jutra
faluje malując na ścianach cienie
by po chwili się uspokoić jak gdyby
po sztormie przyszło ukojenie

za oknem świat nabiera kolorów
lecz słychać tutaj jeszcze tylko ptaki
a pokój tkwi w tym wiecznym bezruchu
jak gdyby zostawił poszlaki

stara polska

romantyzm się kończy gdy nie ma co włożyć w naparstek

jak to widmo po zmroku
nocnych linii
weteran
wojny o każdy ostatni
okruszek chleba

z tirówką za pelerynę
przenikliwym spojrzeniem
za wierszem

a gdy wyjdzie zostaje tylko
ciche stuknięcie butelek
suchy szelest wiatrówki
blady obłoczek pary

i lepki wstyd namacalny jak
ciernie

dinozaury

może nam zapalcie choć świeczkę na grobie
nam wężykom myśli
nam filohistoriom

nam wzrokom którym nie wystarczą gwiazdy
nam czaszkom w futrynach już nie tylko prawdy
nam ozorom prześmiewczym tnącym jak brzytwy
nam błędnym logikom ukrytym pośród myśli

nam czyli
wszystkim uwięzionym w klatkach dinozaurom
może zapalcie choć świeczkę na grobie

w umyśle

o chaosie idei
i wszystkie duchy święte nad kołatką
łączcie się

o człowieczy pędzie po popęd w nieznane
i wszystkie rude pięknotki
łączcie się

o miłości co spaja jak gówno ze śliną
i wszystkie błahostki których chciwość kąsa
łączcie się

o bando znaczków świadczących o życiu
i wszystkie przedwczesne wypryski myśli
łączcie się

wy co w umyśle stoicie na warcie
spójrzcie na mnie
i znów
nacierajcie

XXI

zazimnił się ulic takzłomny wychodek
pępowinieję na skraju z nim w niechęć
do sprutych wygrobli, do świętych pandorek
i całą przemieniam dysznie w morfibreję

wyssały się w piększości ekstrawaginy
podbłyskiem nadwyraz wciąż kradnąc soczyście
nie będzie poezji tej czczej chlapaniny
wszechseks u podstaw – to hymn wyszlicy

Ul

twarze białe
widać kości policzkowe
piszczele podrygują
neurony w mózgu
rozświetlają się szybko
by wygasać powoli
obłoki myśli
sączone z pustych głów
skraplają się
w kieliszkach

widzę ściany
gdy warczą
widzę podłogę
gdy tupie
popis głupoty
potem jej upadek
i pogrzeb

widzę biedne powietrze
zgniecione zamglone
nasączone tanią wodą kolońską
i feromonami

a w ulu widzę
pszczoły
czytaj:
niezły burdel

zachody

wszyscy wokół mają
spinki do włosów
na półeczkach dziegciowych
w słoiczkach z formaliną
i takim małym futerkiem

wszyscy wokół mają
piętra w domu
ponumerowane stopnie
na każdym literka
na każdym proporcje

wszyscy wokół mają
róże wyschnięte i
świstki mokre
dzieje na które
łatwo sobie pokapać

wszyscy wokół
małpki pluszaki i słonie
kubeczki rameczki gwiazdeczki
rano się uśmiechają
jak do zachodu słońca

ja sobie zachodu nie robię