zachody

wszyscy wokół mają
spinki do włosów
na półeczkach dziegciowych
w słoiczkach z formaliną
i takim małym futerkiem

wszyscy wokół mają
piętra w domu
ponumerowane stopnie
na każdym literka
na każdym proporcje

wszyscy wokół mają
róże wyschnięte i
świstki mokre
dzieje na które
łatwo sobie pokapać

wszyscy wokół
małpki pluszaki i słonie
kubeczki rameczki gwiazdeczki
rano się uśmiechają
jak do zachodu słońca

ja sobie zachodu nie robię

Profanum

Wiesz, zawsze miałem problem z profanum. Najlepsze grzechy były na PKP Powiśle albo w Otwocku pod Stodołą. Pamiętam wszechogarniającą ciemność i to dziwne uczucie wolności, mimo że zawsze przecież byłem związany. Bransoletką, lajkiem czy flamastrem – to nie ma znaczenia. Wysyłałem wtedy posty na fejsbuka o treści: 'kocham życie!’ albo: 'c’est la vie’, po czym robiłem jaskółkę i grzeszyłem dalej. Grzeszyłem, dopóki moje ambicje nie rzuciły się pod pociąg. Sacrum nagle rozpiździło się w drobny mak – w korowód słów, gestów i wspomnień bez większego znaczenia. Zauważyłem w tym schemat. Zawsze profanum w końcu wygrywało. Jego czarna dziura zapadała się w końcu pod swoim ciężarem i wchłaniała wszystko wokół. Więc jeśli akurat jestem z tobą w łóżku, to doceń wytrwałość w dążeniu do wzrostu entropii.

Najlepsze grzechy były pod Stodołą w Otwocku. Były tanie i zawsze obficie polane ostrym sosem. Podane w butelce lub w orgazmie. Lepkie nitki ciągnęły się jak ser w pizzy i urywały nagle.

coś o sobie

coś o sobie?

sam jestem sobie panem
chadzam własnymi ścieżkami
będę chciał z diabłem koneksje
to zawrę!

sam jestem swoim ciężarem moralnym
nie będziesz mi mówić gdzie postawić stopę
zmysł to faworyt nie świstek z komunałem
mogę nawet upaść – będę chciał to upadnę!

na nic te rady
mam swój własny ich zestaw
i czytam go zawsze przed snem do poduszki
świat marzeń piękniejszy – będę chciał to go zajmę!

skończ z fałszem ułudą nie graj ze mną w te gierki
mierzisz mnie ty zresztą jak twój charakter
sam dobrze wybiorę po co mi twoja pomoc
będę chciał zgarnąć fortunę – to zgarnę!

***

ale

***

powiedz mi jak żyć bo sam sobie nie poradzę
posłucham się od razu bo przecież wiesz lepiej
miłość to wielkie uczucie, naprawdę
powiedz tylko słowo – znów zdam się na ciebie!

przeszłość

najwyraźniej wcale nie mam przeszłości
skoro co chwilę na spacerze próbuję znowu ją znaleźć
no proszę cię mała
uśmiechnij się cała
choć jedną chwileczkę
pójdziemy nad rzeczkę
wytopimy smutki
napijemy wódki
chociaż na troszeczkę
no proszę cię mała
jak śnieg cała biała
topór odkopiemy
bóle wywleczemy
odwiesimy kłótnie
popatrzymy smutnie
w dal

Co tam słychać, panie drogi?

Aj tam, panie, daj pan spokój,
Mam pan nową pannę,
Z deczka sztywna, stawia opór,
Ale salon zdobi ładnie.
A jak praca? Panie, proszę!
Ja mam na to dobry patent…
Że w złotówkach podać?! Boże!
Ze dwa tysie to się zgarnie!
No już, gdzie się pan wybiera?
Proszę olać no te busy,
Na monolog mi się zbiera,
Niechże pan pożyczy uszy.

***

Ja się teraz zmagam z rakiem…
Byłem u lekarza wczora,
Został mi półroczek z hakiem,
Co pan powie? Niezła dola?

A, córka? Córki ja już nie mam,
Kopnęła w kalendarz tak z roczek temu…
Przykra sprawa, na  łzy mi się zbiera,
Nie ma już kto dać na litr ojcu swemu.

Ale przynajmniej ta pinda już nie może mnie wkurwić!
No tak, ten jej pisk mnie doprowadzał do szału.
Szczególnie, gdy tuż po wyjściu z zakładu,
Warczała, że chciałem to wyjście uczcić.
Proszę pana…
Proszę pana?

para

spotykali się zawsze
na wybojach skojarzeń.

para – jak dwie molekuły przyciągające się w próżni
chcąc czy nie chcąc – para takie jest prawo przecież
ona miała
zawsze koszyk w garści a w nim pełno jabłek
on miał
garb od bagaży które niósł z dworca do dworca
i jeden jedyny latawiec
czekający na lepsze dni

Soki

pływam pod wodospadem
soków
nie wiem jak się tu znalazłem
ani po co wszędzie wokół
rozbrzmiewa dźwięków masa unasienia

może wartko płynie potok
słów
ale co z tego?
skoro życia w nich słyszę
null

inni nurkowali już przede mną
i przeze mnie będą żyć
może dam im w poły traktor
może bryzę, kask i kapot
może błysnę z entuzjazmem
może.
bo nie sądzę że to będzie moje własne
gniazdo

***

poruszam się
do góry do dołu
do przodu do tyłu
tyle miejsc już minąłem a w żadnym
wypadku nie było miejsca dla mnie
nieboże
zachowałam się jak gentleman