(bez tytułu)

dzień de dzień
czekam tylko
jak skulony na
ringu
bokser
porażka
aż ktoś mnie pierdolnie
zęby polecą
zatrzeszczy żuchwa i czaszka

i padam na klęczki
szukając wytchnienia
na ringu ląduje ścieżka śliny
ta śmierdząca ścieżka
to linia życia
moja i całej mojej rodziny

ma cierpki posmak od całej ptialiny
która słodkości rozrywa na strzępy
i zamiast zostać przetrawioną w spokoju
oderwana została od reszty wydzieliny

myśli 2

może gdybym bardziej się starał
może gdybym przykuł większą uwagę
te
kosmate
myśli
nie wytrzymam zaraz
wrzeszczą mi w duszy
nieokiełznane
mają oczy jak studnie
języki z asfaltu
zęby jak szkło powbijane we znaki
się dają od roku czy dwóch
ale proszę już
zamiast w umysł
w końcu wgryźćcie się w
flaki

skrzydła

nie wyleciałem sam z gniazda
wyrzucono mnie z niego
a i tak nie zdążyłem
na arkę noego i wzle
ciałem nad świata ciemność
i znoje jego mnie nie dosięgały
radosne ćwirkanie
cip cip trele trele
tylko skrzydełka bolały
bo zostałem zbyt szybko
wrzucony w samodzielność
zbyt duże opory powietrza
nie mogę
spadłem w tę ciemność
pieprzoną ciemność
dźwięki
istot ziemskich
złowrogie
co mówią
przecież masz dwie dłonie to pracuj
I JAK NIE ZAPYTAĆ
A CO ZE SKRZYDŁAMI
prawie jajka dwa zniosłem
próbując żałośnie
wzlecieć by porozumieć się
z innymi ptakami
a i to
na nic

Pośpiew

W wielu miejscach już zwieszałem głowę. Jestem zmęczony.
Łamałem zęby na niepozornych listkach i patrzyłem, jak wieżowce moim podmuchom składają pokłony.
Nie wiem sam, po co.
Widziałem ich wszystkich.
Kłamstwo, zdradę, biedę.
Także wyzyski.
Ah, jak dymiły mi zwoje mózgowe, gdy pod palce brałem kolejne zadanie!
A buntownik to przecież wadliwy egzemplarz.
To i się zbytnio nie buntowałem.

Widziałem, jak zapadają się ludzie pod ziemię.
Niektórych zresztą sam pod nią spychałem.
Nie mogę być nawet szczery dla siebie. Moje wypociny są dosyć znane.

Wstyd przyznać, ale tęsknię za nimi wszystkimi.
Myślę 'co by było’ – i to mnie zabija.
Ta myśl zaciska mi linę na szyi.
Toć wystarczyłaby tylko chwila.

I może w końcu, za którymś razem, po raz ostatni zwieszę tę głowę.
Może postawię najdłuższy przecinek.
A może silniejszą kropkę.

kolokwium z jaźnią własną

to ciebie winię za wszystko złe
kiedy mówiłeś
wszystko do
źle
wszystko do
źle

za to że w potrzasku inaczej się myśli
płaczące krużganki
płaczące ulice
za to że pomyślałem że będę na szczycie
razdwatrzypięć
tak na mnie liczyłeś
teraz zostałem z Niczem

za to ze hierarchię mi przewróciłeś na nice
dziesiątkom kobiet przelałem myśli
przy najważniejszej milcząc jak zepsute radio
wypatrywałem w chmurach niebieskich migdałów
gdy gdzieś za plecami z nieba spadał awiator

powtarzaj za mną
nie będę oczekiwał od życia
niewarto

myśli

nfefeidwjidtakNIEchybaNIEwkońcuNIE nie
djdowdjmuszęNIEumiemNIEmógłbymNIE mogę
pohodjbstaćNIEbiecNIEpićNIE być
wdudjjhotwartyNIEdobryNIEuczciwyNIE szczery

djamfpzaNIEobokNIEproszęNIE przed
abcmdfsrazemNIEtandemNIEwszyscyNIE samym
bmslanimNIEniąNIEtobąNIEtobąNIEtobąNIEtobąNIE sobą