Straciłem duży kawał skromności, i mniej więcej galon skromności odkąd chodzę do gimnazjum.
I nagle okazuje się, że to co miało być miejscem ostatecznej degeneracji, miejscem zepsucia, brudu i smrodu – mniej więcej to wynikało z opisów starszych kolegów i codziennych wiadomości o znęcaniu się nad nauczycielami – stało się kamieniem milowym w procesie mojego rozwoju. Jakież to piękne.
Jakie to piękne, że miałem na tyle szczęścia żeby trafić do szkoły, w której nie musiałem przejmować się bójkami, wyzwiskami, dyskryminacją. Trafiłem do miejsca, które było moim wyborem i jestem z siebie niezmiernie dumny że to właśnie tam trafiłem.
Do tego przydarzyło się, że poznałem pewną dziewczynę. To ona w ciągu paru tygodni znajomości dokonała rzeczy niewiarygodnej – dała mi człowieczeństwo.
Uważam, że jedynym błędem wychowawczym, jaki przytrafił się moim rodzicom było pozwalanie mi na siedzenie przed komputerem. Na zbyt długie siedzenie przed komputerem. W końcu komputer zastąpił mi większość życia. Jako osoba dosyć inteligentna nie okazywałem tego w świecie zewnętrznym, jednak tak naprawdę – dla mnie Internet był światem realnym. Światem, w którym było pełno odpowiedzi. Wystarczyło wyciągnąć łapkę.
Pod koniec podstawówki stałem się wrakiem człowieka w pięknym, szytym na miarę garniturze. Sam nie mogłem sobie dowierzyć – jak to możliwe, że tak umiejętnie ukrywam swoje uzależnienie przed całym światem? Co sprawia, że na zewnątrz tak świetnie udaję normalnego towarzyskiego człowieka, który jednak był ucieleśnieniem moich marzeń?
Później zdiagnozowano u mnie fobię społeczną, i nagle stało się lepiej. Nie było potrzeby urządzania terapii, a już tym bardziej brania prochów. Wreszcie mogłem wyznaczyć sobie cele. W dziwny sposób choroba stała się dla mnie oparciem w… chorobie. Zacząłem szanować ludzi. Mówię o prawdziwym szanowaniu, a nie przestrzeganiu zasad savoir vivre i uśmiechaniu się słodko do staruszek. Patrzyłem na listę objawów i po prostu z nimi walczyłem. Nagle wszystko stało się takie proste.
Wreszcie trafiłem do gimnazjum. Zostałem wrzucony w otchłań nowych, nieznanych mi wcześniej osób. Pierwsze 3 tygodnie były istnym koszmarem. Ale musiałem się zaaklimatyzować. A ja kiedy coś muszę, to po prostu to robię. No i zaaklimatyzowałem się. Pierwszy raz w życiu udało mi się zapamiętać imiona kolegów z klasy w czasie mniejszym niż jeden miesiąc. Pierwszy raz zacząłem rozpoczynać rozmowy. Wreszcie dostrzegłem, że są jednostki gorsze ode mnie – i to dało mi siłę.
Teraz nie wszystko jest inne. Ale większość, i owszem!
Przestałem grać na komputerze. Mimo, że cały czas toczy mnie uzależnienie, teraz komputer jest kartką papieru. Piszę, tworzę grafiki i animacje. Daje mi to radość. Z uzależnienia destruktywnego uczyniłem pasję. Uważam to za mój największy życiowy sukces.
Co do fobii społecznej, to jeszcze nie jest dobrze. Myślę, że jednak przyda się pomoc. Nie wiem, na razie jeszcze walczę. I będę walczył do ostatnich sił.
Bo teraz jestem wolny, siebiepewny i rad.