kiedy diler wrzucał mi w kieszeń samarkę
miał zbyt smutne oczy
by wspomnieć mi o tym
że gdy moja źrenica się zwiększa
mój świat się zmniejsza z
odwrotną proporcją
lub
że w ciszy
zamiast znajomej pustki
usłyszę kiedyś korozję duszy
lub
że pewnego dnia
zamiast błogiej ciemności
zobaczę w nocy gdy zamknę oczy
SZALEJĄCE MORZE SZUMIĄCYCH GWIAZD
szum wizualny
w którym łatwo się przejrzeć
i ujrzeć każdą najmniejszą śmierć
każdą rychłą
połacie ziarniste jak nigdy dotąd
jak aparat którego czujnik powoli
wypala się i zapowiada swój koniec
bo rejestrować już światła nie może
granice rozmyte jak nigdy dotąd
jak obiektyw którego skupienie gdzieś poszło
w nieznane i nagle na pierwszym planie
pojawiły się GĘSTE SZUMY SWAWOLE
i magnesy okropne neodymowe
które tak chcą mnie capnąć
a ja metalowe