W wielu miejscach już zwieszałem głowę. Jestem zmęczony.
Łamałem zęby na niepozornych listkach i patrzyłem, jak wieżowce moim podmuchom składają pokłony.
Nie wiem sam, po co.
Widziałem ich wszystkich.
Kłamstwo, zdradę, biedę.
Także wyzyski.
Ah, jak dymiły mi zwoje mózgowe, gdy pod palce brałem kolejne zadanie!
A buntownik to przecież wadliwy egzemplarz.
To i się zbytnio nie buntowałem.
Widziałem, jak zapadają się ludzie pod ziemię.
Niektórych zresztą sam pod nią spychałem.
Nie mogę być nawet szczery dla siebie. Moje wypociny są dosyć znane.
Wstyd przyznać, ale tęsknię za nimi wszystkimi.
Myślę 'co by było’ – i to mnie zabija.
Ta myśl zaciska mi linę na szyi.
Toć wystarczyłaby tylko chwila.
I może w końcu, za którymś razem, po raz ostatni zwieszę tę głowę.
Może postawię najdłuższy przecinek.
A może silniejszą kropkę.