romantyzm się kończy gdy nie ma co włożyć w naparstek
jak to widmo po zmroku
nocnych linii
weteran
wojny o każdy ostatni
okruszek chleba
z tirówką za pelerynę
przenikliwym spojrzeniem
za wierszem
a gdy wyjdzie zostaje tylko
ciche stuknięcie butelek
suchy szelest wiatrówki
blady obłoczek pary
i lepki wstyd namacalny jak
ciernie