XXI

zazimnił się ulic takzłomny wychodek
pępowinieję na skraju z nim w niechęć
do sprutych wygrobli, do świętych pandorek
i całą przemieniam dysznie w morfibreję

wyssały się w piększości ekstrawaginy
podbłyskiem nadwyraz wciąż kradnąc soczyście
nie będzie poezji tej czczej chlapaniny
wszechseks u podstaw – to hymn wyszlicy

Ul

twarze białe
widać kości policzkowe
piszczele podrygują
neurony w mózgu
rozświetlają się szybko
by wygasać powoli
obłoki myśli
sączone z pustych głów
skraplają się
w kieliszkach

widzę ściany
gdy warczą
widzę podłogę
gdy tupie
popis głupoty
potem jej upadek
i pogrzeb

widzę biedne powietrze
zgniecione zamglone
nasączone tanią wodą kolońską
i feromonami

a w ulu widzę
pszczoły
czytaj:
niezły burdel