My z papierosami mamy wspólnych przywar parę:
okręcamy się wokół meritum, nie szukając wcale
życia. Tak jak one, uśmiercamy wszystkie rany,
a im więcej energii, tym szybciej się wypalamy.
Przepuszczamy przez siatkę wszystkie te złe wspomnienia,
co mogą wywołać raka duszy na ramieniu,
a gdy mija nas esencja, nie przejmujemy się wcale,
szarym głosem wypalając: „do zobaczenia, Panie”.
Tak jak papieros poddajemy się atmosferze,
przybierając coraz dziwniejsze psychoformy.
Dopasowujemy się do fal brzęczących gdzieś w eterze,
licząc, że ktoś cholewą przydepcze nas – w końcu wyzwoli
Jak od tytoniu bibuła, od szczęścia nas oddziela los.
Palą nam się ręce tylko żeby w dym obrócić coś,
Przyznajesz mi rację, czytasz to późno w nocy,
nawet jeśli rymy są proste jak papierosy.
Nienawidzę życia – kolejna cecha,
która z ukrycia wyziera łącząc z palącymi fajkami
tych bycia przywary, które prowadzą do odkrycia,
że papieros tak prosty jest, jak jest moja linia życia.
Pali nam się grunt pod nogami,
spaliliśmy już mosty za sobą – jesteśmy sami.
nikt nie podąży krętą ścieżką za nami,
wypaliliśmy się – pracowaliśmy na to latami.
I jak z popiołu się wynurzysz jak feniks,
to przemyśl, czy z dołu nie miałeś już
żadnych perspektyw? Chcieliśmy płomiennych obietnic,
nie mam siły następnego raka stąd wykreślić.
Jeśli borykasz się z problemem, mimo że chciałeś być w niebie
ciebie zjada stres, odreagować chcesz, zapal marzenia,
będę od niechcenia sprawiał, że zapytasz siebie
jeszcze palisz papieros, czy on już pali ciebie?
Jak masz duszno za miedzą, zatrzymaj czas i rozpal ogień,
ci świadomi już wiedzą, że to snu z powiek
nie spędzi, ale zapytasz siebie stojąc na krawędzi:
czy jeszcze palisz papieros, czy to już dymi się człowiek?